Depresja, Polecane

Czym właściwie jest depresja?

Tyle się o niej ostatnio mówi, ale czy faktycznie rozumiemy to zjawisko? Oto zbiór najważniejszych objawów i rodzajów depresji.

Po ponad roku pisania o depresji i lęku zdałam sobie sprawę, że nigdy nie napisałam o tym, czym właściwie jest to zaburzenie (przynajmniej w ujęciu podręcznikowym). Dlatego dziś wracamy do podstaw.

[Ważne: na końcu artykułu znajdziesz informację, gdzie szukać pomocy dla siebie lub bliskiej osoby, cierpiącej na depresję]

Przede wszystkim — to, że nigdy wcześniej nie napisałam tego tekstu wynika prawdopodobnie z tego, że mam pełną świadomość, że cokolwiek by się tutaj nie znalazło, to zawsze będzie za mało. Doświadczenie depresji jest czymś tak obszernym, sięgającym tak głęboko, obejmującym tak wiele aspektów życia i niosącym tak wiele konsekwencji dla tak wielu osób, że próba zamknięcia go w pojedynczej definicji jest z góry skazana na porażkę. Można pisać o własnych przeżyciach, albo posługiwać się suchymi listami objawów z podręczników klasyfikacji zaburzeń, ale w moim odczuciu pozwoli to tylko trochę się do niej zbliżyć. Nie zmienia to faktu, że taka wiedza może uratować komuś życie.

Dlatego postanowiłam zebrać w jednym miejscu kilku podstawowych informacji. Potraktujcie ten tekst jako wstęp, zaczątek Waszej drogi w poszukiwaniu wiedzy na temat depresji i swoich własnych rozwiązań.

Głowa to tylko wierzchołek

Zwykło się mówić i myśleć o depresji (i chyba większości zaburzeń psychicznych) jako o chorobie głowy (albo nawet duszy, dla tych bardziej życiowo upoetyzowanych). Jednak im dłużej o tym myślę, tym bardziej dociera do mnie, że cierpiący mózg czy umysł (które przecież niekoniecznie są tym samym) to tylko jedna strona tej skomplikowanej układanki.

W podręcznikach psychologicznych depresję przedstawia się klasycznie jako “zespół” czterech głównych dziedzin: afektu, poznania, zachowania i funkcjonowania fizycznego.

Objawy afektywne, czyli wszystko to, co dotyczy emocji i z powodu czego depresję nazywa się zaburzeniem nastroju. Smutek, przygnębienie, poczucie pustki, bezradności i beznadziei — to wszystko przychodzi na myśl jako pierwsze, kiedy chcemy opisać kogoś w depresji. Rzadziej wspomina się o innym, bardzo charakterystycznym objawie — drażliwości, irytacji czy złości.

Warto też pamiętać, że odmieniane przez wszystkie przypadki smutek i przygnębienie wcale nie muszą się w depresji pojawiać. U niektórych będzie to bardziej utrata zainteresowania wszystkim, co do tej pory sprawiało radość i dawało przyjemność — spotkania ze znajomymi, dobre jedzienie, seks — nic nie jest w stanie przedostać się przez mur apatii. Wszystko leży jak pod warstwą śniegu, który wygłusza dźwięki i oddziela od reszty świata.

Objawy poznawcze to, mówiąc w dużym uproszczeniu, te dotyczące myślenia. Osoba w depresji negatywnie postrzega siebie, otaczający ją świat i czekającą ją przyszłość (ten trójkąt negatywności nosi wdzięczną nazwę triady depresyjnej Becka). W depresji mamy sobie samym bardzo dużo do zarzucenia: uważamy się za niekompetentnych i miernych, po prostu beznadziejnych, krytykujemy siebie, swoje cechy i działania jak najgorszy wróg. Nasza samoocena sięga podłogi. W piwnicy. Nie czujemy się zdolni do rozwiązywania jakichkolwiek problemów i kierowania własnym życiem. Brak nadziei zabiera sens dążenia do jakichkolwiek celów — bo i tak nie uda się ich osiągnąć, a nawet jeśli, to nie przyniesie to żadnej radości, więc po co próbować? Stąd już tylko krok do myśli o śmierci.

Problem w tym, że mózg w depresji działa w taki sposób, żeby nas w tych negatywnych przekonaniach utrzymywać. Jesteśmy dużo bardziej skłonne/i do “wyłapywania” z otoczenia informacji potwierdzających nasz zły nastrój, ignorujemy pozytywy.

Jakby tego było mało, osoby w depresji mają też zaburzenia samych procesów myślowych — mają duże trudności z koncentracją (więc utrzymanie uwagi na jakimś skomplikowanym zadaniu w pracy albo nauka to czasami koszmar nie do przejścia), podejmowanie nawet prostych decyzji (wybór czegoś z menu, uhhh!) jest ogromnym wysiłkiem, a decydowanie w ważnych sprawach staje się po prostu niemożliwe, zaburzone jest też funkcjonowanie pamięci, szczególnie tej krótkotrwałej (przez co u starszych pacjentów czasami mylnie diagnozuje się nieodwracalne zmiany demencyjne, zamiast leczyć ich na depresję).

Zmiany w zachowaniu u osób z depresją najczęściej wynikają z braku energii i motywacji do jakiegokolwiek działania — skoro jestem taka/i beznadziejna/y i nic nie ma sensu, to równie dobrze mogę tutaj tak leżeć, nie ma to żadnego znaczenia — osoby w depresji często wycofują się z życia towarzyskiego, z jednej strony nie mając na nie siły i nie czerpiąc z niego radości, z drugiej — mając świadomość, że przebywanie z nimi nie daje też radości innym.

U niektórych widać też wyraźne zmiany w poruszaniu się — spowalniają (są bardziej oszczędni w ruchach, wolniej mówią, używają mniejszej ilości słów, mają bardziej ograniczoną mimikę), albo wręcz przeciwnie, są nienaturalnie pobudzeni, niespokojni w ruchach (kręcą się, mają nadmierną gestykulację, ciągle ruszają rękami).

Objawy somatyczne, czyli to, co dzieje się z ciałem w depresji. To, co przeszkadza chyba najbardziej, to uczucie odrętwienia, braku energii i ociężałość. Jakby ktoś wszył w Twoje ubrania tysiące małych kamieni, przez które każdy ruch jest trudniejszy do wykonania, albo jakbyś założył/a ciężką zbroję, która ogranicza ruchy i odcina od zewnętrznych bodźców.

Bardzo charakterystyczne dla depresji są też problemy ze snem — może być go za mało (trudności z zasypianiem, wybudzanie się w nocy, albo nad ranem) albo za dużo (ciągła senność, trudności z wybudzeniem się rano).

Stawkę zamykają problemy z łaknieniem i idące za nimi zmiany w wadze — i tu znowu aptetyt może być zmniejszony, ale może być też wzmożony. Co ciekawe, okazuje się, że najczęściej więcej jedzą osoby, które dużo śpią, a tracą na wadze te osoby, które mają problem ze zbyt małą ilością snu.

Bardzo charakterystyczna dla depresji jest też jej tak zwana “dynamika dobowa”, która objawia się tym, że osoby chore najcześciej najgorzej funkcjonują rano, a im bliżej wieczora, tym bardziej się “rozkręcają”.

Rodzaje depresji

Jak każda szanująca się choroba, również depresja nie ułatwia sprawy ani pacjentom, ani terapeutom i występuje w kilku odmianach, z których każda ma swoją specyfikę, wpływającą na sposób jej leczenia.

Na początek królowa: Duża Depresja. Taką diagnozę (konkretnie: epizod dużej depresji — za klasyfikacją ICD-10) dostanie osoba, która przez co najmniej dwa tygodnie:

objawy — Grupa 1:

  • ma nastrój depresyjny, który utrzymuje się codziennie, prawie przez cały dzień, niezależnie od okoliczności,
  • utraciła zainteresowanie rzeczami, które do tej pory dawały jej radość,
  • ma mniej energii, szybciej się męczy,

objawy — Grupa 2:

  • utraciła wiarę w siebie i ma zaniżoną samoocenę
  • odczuwa nieuzasadnione poczucie winy
  • skarży się na zmniejszoną zdolność myślenia, trudności z koncentracją, niezdecydowanie
  • jest spowolniona lub pobudzona ruchowo
  • ma zaburzenia snu
  • przeżywa zmianę łaknienia oraz odpowiadającą jej zmianę masy ciała (o co najmniej 5 kg)

Duża depresja może przebiegać z różnym nasileniem. Przy łagodnym epizodzie depresyjnym mówimy o co najmniej 4 objawach (dwóch z grupy 1 i dwóch z grupy 2), w epizodzie umiarkowanym odnotujemy 6 objawów (przynajmniej 2 z grupy 1 i 3–4 z grupy 2), w ciężkim epizodzie depresji będziemy mieć do czynienia z co najmniej 9 objawami z powyższej listy (w tym wszystkie z grupy 1).

Co ważne, o epizodzie depresyjnym możemy mówić dopiero wtedy, kiedy trwające objawy “prowadzą do cierpienia oraz pogorszonego funkcjonowania w typowych rolach społecznych czy zawodowych”. Czyli nie diagnozuje się dużej depresji u osób, które nie odczuwają cierpienia i dobrze funkcjonują w swoich dotychczasowych rolach (w pracy, w domu, szkole, na uczelni itp.) pomimo doświadczanych objawów.

Dystymia to z kolei taka odmiana zaburzenia depresyjnego, w której objawy są łagodniejsze, osoba chora najczęściej funkcjonuje na pozór “normalnie” — chodzi do pracy, czy do szkoły, ale jej obniżony nastrój i objawy z ciała mają za t ocharakter chroniczny, czyli trwają co najmniej 2 lata (momenty dobrego nastroju mogą się w tym czasie pojawiać, ale nie trwają dłużej niż 2 miesiące).

Przez wiele osób uważana za “lightową” wersję depresji, wbrew pozorom potrafi być nawet bardziej niebezpieczna — osoba chora często latami funkcjonuje w chorobie, nie zdając sobie z tego sprawy i nie sięgając przez to po pomoc. Szczególnie złośliwa jest dystymia “o wczesnym początku”, czyli taka, która pojawia się przed 21 rokiem życia, bo chora na nią osoba nie miała czasu, żeby wykształcić “dorosłe” sposoby radzenia sobie w trudnych sytuacjach, często nie ma też jeszcze odpowiedniej sieci społecznego wsparcia.

Zdarza się, że dystymia i epizod dużej depresji nakładaja się na siebie, mówimy wtedy o podwójnej depresji. Ten rodzaj depresji trudno się leczy, bo osoba, która aktualnie ma epizod depresyjny jako stan “normalny” identyfikuje dystymię, w której była przez ostatnie lata, przez co ma mniejszą motywację do podjęcia leczenia (skoro i tak było beznadziejnie, to po co się wysilać?).

W kategorii zaburzeń nastroju mamy też małą depresję (kiedy objawy jak przy dużej depresji utrzymują się przez co najmniej dwa tygodnie, ale jest ich mniej niż 5), nawracające krótkotrwałe zaburzenia depresyjne (kiedy objawy depresyjne trwaja od 2 dni do 2 tygodni, co najmniej raz w miesiącu przez 12 kolejnych miesięcy) i przedmiesiączkowe zaburzenia dysforyczne, czyli obniżony nastrój u kobiet powtarzający się co miesiąc w ostatnich dniach cyklu menstruacyjnego (przed miesiączką), znane jako PMS.

Nie sposób nie wspomnieć też o depresji sezonowej, czyli takiej, która regularnie rozpoczyna się o określonej porze roku (na naszej półkuli to zazwyczaj tzw. depresja jesienna lub zimowa, ale są też osoby, które doświadczają depresji związanej z nadejściem wiosny albo lata), depresji z cechami psychotycznymi, czyli zazwyczaj ciężkim epizodzie depresyjnym z dodatkowym objawem: urojeniami lub omamami (najcześciej dotyczą one tematów depresyjnych, np. poczucia winy, że zrobiło się coś strasznego, wizji końca świata, albo nieprzyjemnych objawów cielesnych) oraz depresji poporodowej, czyli dużej depresji z początkiem po porodzie (w ciągu 1 miesiąca), która może też przybrać postać poporodowej depresji psychotycznej z urojeniami na temat dziecka (nie mylić z tzw. baby blues, czyli łagodnymi objawami obniżonego nastroju, które mijają w ciągu 3–7 dni po porodzie i są uznawane za normalną reakcję kobiecego organizmu na stres związany z porodem i dużą zmianę hormonalną).

Uff. Pokaźna wyliczanka. A sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy uświadomimy sobie, że to wszystko to tylko postacie “czystej” depresji. Tymczasem taka zdarza się dość rzadko. Bardzo często w prezencie od losu dostajemy też inne “zaburzenie współwystępujące”. Najczęstszą parę z depresją tworzą zaburzenia lękowe i zaburzenia osobowości.

 

 

A co jeśli nie depresja?

Czy w takim razie łagodnymi objawami o charakterze depresyjnym, które nie spełniają podanych wyżej kryteriów nie trzeba się przejmować?

Słyszę ostatnio negatywne głosy o tym, że od wstydu i ignorancji przeszliśmy w Polsce do nadmiernej koncentracji na depresji — nagle okazuje się, że wszyscy mają “deprechę”, bo im tramwaj uciekł, sławni i bogaci opowiadają o swoich epizodach, jak o wakacjach, ludzie biegają do psychiatrów po proszki na chęć życia. Może i tak. Może słowo “depresja” jest ostatnio nadużywane, ale z drugiej strony wolę, żeby do gabinetów terapeutycznych trafiały osoby, które po jednej/dwóch wizytach diagnostycznych usłyszą, że to nie to, niż żeby na terapię nie trafiła chociaż jedna, bardzo tego potrzebująca dusza.

Tym bardziej że okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta. Osoby żyjące z długo utrzymującymi się “przedklinicznymi” formami depresji (czyli właśnie takimi, które nie spełniają podręcznikowych kryteriów) też cierpią. Badania pokazują, że są one mniej zadowolone ze swoich związków, opuszczają więcej dni w pracy, przyjmują więcej leków i częściej korzystają z opieki medycznej niż osoby bez objawów depresyjnych. Zauważono też, że osoby z utrzymującymi się stanami depresyjnymi funkcjonują gorzej społecznie, a nawet fizycznie (!) od osób chorych na najczęstsze choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca, choroby układu krążenia, choroby płuc czy zaburzenia żołądkowo-jelitowe.

Co gorsza, długotrwałe funkcjonowanie z obniżonym nastrojem jest silnym predyktorem nadchodzącego faktycznego epizodu dużej depresji — prawdopodobieństwo zachorowania na dużą depresję u osób z objawami przedklinicznymi wzrasta o 340% w porównaniu do osób bez takich objawów!

Dlatego zwracaj na siebie uwagę, słuchaj swoich emocji, myśli i swojego ciała, nie ignoruj sygnałów, które ci wysyła. To, że inni być może mają gorzej niż ty nie oznacza, że nie warto spróbować sobie pomóc.

Test na depresję

Nic nie zastąpi spotkania z psychologiem albo certyfikowanym psychoterapeutą, który po spotkaniach wstępnych (najczęściej 1–2) będzie w stanie ocenić nasz stan. Ale dla własnej informacji (i może dla ośmielenia do podjęcia ostatecznej decyzji o sięgnięciu po pomoc) możemy też zrobić prosty test online. Na przykład Skalę Depresji Becka, udostępnianą przez Forum Przeciw Depresji tutaj. Pamiętaj, że wynik o niczym nie przesądza.

Jak pomóc sobie i innym?

Najważniejsze to sięgnąć po pomoc. Najlepiej fachową.

Wiele osób jako specjalistę pierwszego kontaktu wybiera psychiatrę. Ja ze swojej strony serdecznie polecam dobrego, certyfikowanego psychoterapeutę, który będzie mógł poprowadzić terapię lub psychologa, który będzie w stanie określić, czy potrzebujemy terapii, interwencji kryzysowej czy innej formy wsparcia psychologicznego i pokierować nas w odpowiednie miejsce.

Dlaczego? Od psychiatry zazwyczaj wyjdziemy z receptą na leki. Tymczasem badania pokazują, że w przypadku wielu zaburzeń nie trzeba stosować farmakoterapii, bo psychoterapia da taki sam efekt (a czasami nawet lepszy), który w dodatku utrzyma się na dłużej (po odstawieniu leków jesteśmy dużo bardziej zagrożeni nawrotem choroby). Dobry psychoterapeuta, po wstępnych spotkaniach będzie w stanie powiedzieć, czy przydałoby się nam wsparcie farmakologiczne (czyli leki przepisane przez psychiatrę), czy można sobie z danym problemem poradzić bez takiej ingerencji, po prostu zaczynając psychoterapię. Zasugeruje też inne badania medyczne, jeśli będzie miał podejrzenie, że w grę mogą wchodzić inne choroby.

Jak znaleźć dobrego, certyfikowanego psychoterapeutę?

W przypadku zaburzeń depresyjnych czy lękowych polecam terapeutów pracujących w nurcie poznawczo-behawioralnym, których listę można znaleźć na przykład na stronie Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej tutaj.

Oczywiście prywatna terapia jest opcją najszybszą, ale nie dla wszystkich dostępną (koszt pojedynczej sesji to zazwyczaj 100–150 zł, najczęściej mówimy o czterech wizytach w miesiącu przez co najmniej 3–4 miesiące). Dlatego warto też sprawdzić opcje refundowane, o których pisałam szczegółowo tutaj.

Ważne: Nie czekaj, wykorzystuj pomoc, która jest dostępna. Jeśli w Twojej miejscowości nie ma dobrego psychoterapeuty ani psychologa, idź do psychiatry. Nie bój się zmian. Jeśli po kilku spotkaniach nie czujesz nici porozumienia z terapeutą — zmień go/ją (tutaj napisałam o tym, jak to zrobić bezpiecznie). Oczekuj efektów, ale daj sobie czas na zmianę i pamiętaj, że powodzenie terapii w dużej mierze zależy od ciebie.

Jeszcze ważniejsze: Sięgnięcie po pomoc nie jest proste. To akt wielkiej odwagi i miłości do siebie. Terapia nie zawsze jest przyjemna, ale dobrze prowadzona pomaga i sprawia, że stajemy na nogi. Potem uczymy się na nowo chodzić. A na końcu biegać, skakać i tańczyć 💙

***

Jeśli chcesz wiedzieć o kolejnych tekstach, albo po prostu być ze mną w kontakcie, zapraszam na Instagram i Facebook.

Zajrzyj też na naszą dobrzejestową grupę wsparcia 🙂

***

Jeśli czujesz, że twój stan lub stan bliskiej ci osoby jest poważny (np. pojawiają się myśli samobójcze, chęć skrzywdzenia siebie lub innych) SIĘGNIJ PO POMOC. Zgłoś się do najbliższego szpitala psychiatrycznego (nie jest potrzebne skierowanie, ani ubezpieczenie zdrowotne, w sytuacjach nagłych lekarz musi Cię przyjąć tego samego dnia).

Tutaj znajdziesz też listę placówek w całej Polsce, które udzielają wsparcia osobom w kryzysie: https://liniawsparcia.pl/placowki/

Całodobowa bezpłatna linia wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego 800 70 2222 (pod telefonem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie)

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123 (codziennie 14.00–22.00)

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (codziennie 14.00–22.00)

1 Comment

  1. Angelika

    20 listopada 2018 at 17:46

    Progresik w teście Becka, czuję się dobrze i zdobyłam TYLKO 39 punktów ❤️ Fajnie, że można Cię czytać. Dzięki za Twoją ciężka pracę.

Leave a Reply