Depresja, Felieton

Dlaczego nie obchodzę dnia walki z depresją

23 lutego polskie media zgodnie publikują teksty poświęcone depresji. zazwyczaj dość zdawkowe, ale jednak publikują. (koniecznie okraszone zdjęciami smutnych, skulonych osób) i bardzo dobrze, bo jeszcze 10 lat temu temat ten nie był poruszany zbyt często. jeśli więc Dzień Walki z Depresją ma pomóc w przełamywaniu “tabu”, narosłego wokół zaburzeń nastroju, to bardzo dobrze, że znalazło się dla niego miejsce w kalendarzu.

dlaczego nie “świętuję” tego dnia? z dwóch powodów.

po pierwsze mam czasami wrażenie, że samo występowanie w kalendarzu takiego dnia wpływa na mniejszą uważność na ten problem przez wszystkie pozostałe dni w roku. trochę jak z Dniem Równości, albo Dniem Wsparcia Ofiar Przemocy. wiem, że takie dni inspirują wiele świetnych akcji (jak na przykład ogólnopolska Re:akcja w depresji, z której warsztatów sama korzystam od kilku lat), ale zawsze jest mi trochę smutno, że te wszystkie punkty konsutlacyjne, warsztaty i wykłady nie są dostępne cały rok. bo depresja nie wybiera pory roku, ani dnia.

po drugie nie obchodzę Dnia Walki z Depresją dlatego, że nie chcę patrzeć na swoje życie, jak na ciągłą walkę.

tak, jest ciężko. tak, choroba wymaga ode mnie dużo wysiłku, zasobów i pracy nad sobą. ale nie jest tak, że cały czas jestem wojowniczką na polu bitwy. o tym właśnie staram się pisać — o ŻYCIU z depresją. nie o ciągłej z nią walce.

kiedyś patrzyłam na to zupełnie inaczej. czułam się napiętnowana, w jakiś sposób winna, gorsza. cały czas dołowałam się myślą jaka to jestem beznadziejna z tą swoją depresją. było mi źle. a potem nastąpił przełom. zaakceptowałam to, że taka po prostu jestem. i do dziś czuję, że właśnie to paradoksalnie dało mi to szansę, żeby w końcu poczuć się lepiej. dopiero kiedy zaczęłam myśleć o swojej chorobie, że to ani moja wina, ani wyrok, tylko po prostu moja specyfika i wyjątkowość, zaczęłam widzieć sens i mieć siłę, żeby zacząć pracować nad miłością do siebie. zrozumiałam, że miłość do siebie jest bardzo ważna, bo tylko kiedy kochasz siebie, możesz się o siebie naprawdę zatroszczyć. a jeśli jesteś taką delikatną konstrukcją, to musisz o siebie dbać, jak o dziecko.

ważne było dla mnie też uświadomienie sobie, że depresja, czy lęki nie wynikają z mojej beznadziejności, tylko z genetyki, z budowy mojego mózgu, z tego, co odziedziczyłam po swoich przodkach. nie jest ani moją winą, ani karą to, że w moim organizmie jest nierównowaga neuroprzekaźników i przez to (w bardzo dużym uproszczeniu) do mojego mózgu czasami nie dociera informacja, że mam się z czego cieszyć. albo że czasami nie mogę tego zobaczyć, bo mój mózg tak interpretuje różne rzeczy. mój temperament i moja podatność na stres, które powodują, że jestem bardziej narażona na przykład na depresję, to moje dziedzictwo po rodzicach i dziadkach.

teraz jestem z tego w pewnym sensie dumna. moja wrażliwość pozwala mi na wiele rzeczy. to dzięki niej mogę pracować z ludźmi, mogę się realizować artystycznie. grunt to spojrzeć na to, co się ma, jak na zasób. i znaleźć sposób na jego wykorzystanie w życiu.

po tylu latach myślę, że kluczowe w życiu z depresją jest patrzenie na siebie, jak na bardzo wrażliwą osobę, która do dobrego funkcjonowania potrzebuje siebie kochać i o siebie dbać. nie przepracowywać się, minimalizować stres i go odreagowywać w zdrowy sposób, być w kontakcie ze swoim ciałem i reagować na jego potrzeby, wysypiać się, dobrze jeść… wiesz, jak z dzieckiem, któremu chcesz dać to, co najlepsze i któremu wybaczasz, że ma czasami gorszy humor. kochasz bezwarunkowo.

i nie myśleć o sobie jak o obłożnie chorej (co nie oznacza, że olewać wizyty u specjalisty i leki!), chociaż czasami jest źle i organizm odmawia współpracy. po prostu jesteśmy osobami, które mają ten układ nerwowy trochę bliżej skóry. a tę skórę trochę cieńszą. dlatego wymagamy trochę więcej troski, bo łatwiej nas dotknąć. ale dzięki temu czujemy więcej, widzimy więcej i jesteśmy bardzo wyjątkowe. i to jest piękne.

tak to czuję.

 


Tekst nie ma charakteru naukowego, treści w nim zawarte są przygotowywane na podstawie książek i podręczników psychologicznych, publikacji naukowych, wiedzy przekazywanej podczas wykładów uniwersyteckich i własnych doświadczeń, ale nie są przeze mnie weryfikowane empirycznie. Jeśli myślisz lub czujesz, że możesz potrzebować pomocy koniecznie zgłoś się do lekarza rodzinnego (i poproś o skierowanie do psychologa lub na psychoterapię) lub do psychiatry (skierownaie nie jest konieczne). Jak wybrać specjalistę przeczytasz tutaj.

Jeśli czujesz, że twój stan lub stan bliskiej ci osoby jest poważny (np. pojawiaja się uporczywe myśli samobójcze) zgłoś się do najbliższego szpitala psychiatrycznego (nie jest potrzebne skierowanie, ani ubezpieczenie zdrowotne, w sytuacjach nagłych lekarz musi cię przyjąć tego samego dnia).

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123 (codziennie 14.00–22.00)

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (codziennie 14.00–22.00)

Leave a Reply