Depresja, Lęk, Polecane, Stres

Jak wstać rano bez użycia dźwigu

Czyli jak się nie dać smętnym porankom w depresji.

Wiadomo, w depresji bywa różnie, ale osoby, z którymi rozmawiam często jak mantrę powtarzają, że najtrudniejsze są poranki. Kiedyś to była też moja mantra. Do czasu aż posłuchałam siebie i wypracowałam sobie swój sposób na dobry poranek.

  1. Najlepiej wstaje ten, kto się wyspał.

Budzik ustawiam tak, żeby dać sobie co najmniej 8 godzin snu. Jak mam trudniejszy czas, to i 10. Żaden poranek nie będzie dobry, jeśli głowa będzie pękać z niewyspania. Sen to dla mnie podstawa w dbaniu o siebie, coś na co czas po prostu musi się znaleźć. (w punkcie 2 tego tekstu napisałam więcej o dobrym śnie)

2. Pies, kot, ewentualnie nadgorliwa świnka morska.

Psy, ani żadne inne zwierzęta nie są po to, żeby do czegoś służyć. Ale nie ulega wątpliwości, że ktoś, kto na widok Twojego jednego uchylającego się oka reaguje dziką radością, albo wpycha swoją słodką mordę, zakończoną zimnym nosem pod kołdrę i tyka Cię nim po nogach (albo od razu prosto w oko, jak zwykła to robić moja suczka) zdecydowanie pomaga w porannym życiu.

Spacer w dresie narzuconym na piżamę, chociażby kilkuminutowy, jest super. Widzisz, że świat się jakoś kręci o tej nieludzkiej porze, ptaki śpiewają, słońce świeci, albo deszcz tak sobie ładnie pada, ludzie gdzieś idą, coś robią, sąsiedzi też mają piżamy pod swoimi dresami.

Oddychasz, przestawiasz nogę za nogą, na początku trochę bez przekonania, potem jest coraz lepiej, dzień można uznać za rozpoczęty.

3. Poranne rytuały magiczne.

Moim hasłem poranka jest “Powolutku”. Bardzo ważne jest dla mnie, żeby nie zaczynać dnia od analizowania listy rzeczy do zrobienia, odpisywania na maile, albo błądzenia po społecznościówkach. Roztaczam zaporę przeciwstresową 🙂

Poranek jest zarezerwowany na rzeczy przyjemne: trochę jogi albo ćwiczenia na kręgosłup, prosta medytacja z ćwiczeniami oddechowymi. Nikt do mnie nie mówi, niczego ode mnie nie chce, skupiam się na oddechu i tym, jak się czuje moje ciało. Potem zaczynam kombinować co dobrego zjem na śniadanie (nie zawsze jestem głodna, ale zawsze staram się sprawić sobie jakąś małą kulinarną przyjemność), wstawiam wodę na gaz, włączam muzykę, ulubione radio, albo podcast. Następnie obowiązkowa kawa (bez kofeiny! tutaj piszę dlaczego) w ulubionym kubku (a pisze to do Was kubkowa fetyszystka 😉 ). Do śniadania i kawy gazetka, skrawek książki, coś czego dzień wcześniej nie zdążyłam doczytać przed snem.

Dopiero kiedy posprzątam po śniadaniu jestem gotowa, żeby otworzyć kalendarz, rozpisać listę zadań na ten dzień, a potem wykreślić 1/3. I wtedy jest czas na prysznic i ogarnięcie swojej ziemskiej powłoki 😉 Po takim rozruchu spokojnie wypływam w dzień.

4. Dobroć dopasowania.

Tak naprawdę nie chodzi o to, żeby znaleźć niezawodny sposób na to, żeby o poranku wyskakiwać z łóżka, jak z armaty. Cały myk polega na tym, żeby poobserwować siebie i uświadomić sobie, jak w danym momencie funkcjonuje nasze ciało i psychika.

Jeśli mam akurat tak, że więcej energii odczuwam popołudniami, to nie ma sensu katować się trudnymi zadaniami od samego rana. Trzeba przesunąć te najbardziej wymagające rzeczy na chwile, kiedy energetycznie będę w stanie im podołać. A jeśli mam akurat tak, że rano budzę się pełna werwy po to, żeby stopniowo w ciągu dnia tę werwę tracić, to próbuję ustawiać świat tak, żeby największa dawka zadań przychodziła właśnie o poranku. Te tendencje lubią się u mnie zmieniać na przykład w zależności od pory roku – latem, kiedy budzi mnie słońce mam intensywniejsze poranki, zimą wolę pracować wieczorami, przy ciepłym świetle rozstawionych po domu lamp.

Ponad wszystko ważna jest jednak uważność na aktualny stan psychiczny. Jeśli czuję, że mam akurat gorszy moment, nie ma szansy, żebym wstała z łóżka, albo otworzyła maila czy wyszła z domu, to po prostu tego nie robię. Ludzie, z którymi żyję i pracuję są uprzedzeni, że mogę potrzebować takiego czasu dla siebie. Dobrze zawczasu przygotować sobie plan awaryjny — mieć kogoś na zastępstwo, jeśli jest taka konieczność, kogoś kto odbierze dziecko z przedszkola i odstawi do domu, kto nie będzie zadawał stu tysięcy pytań w tym konkretnym momencie, kiedy nie masz siły na nie odpowiadać. Warto też ustalać trochę dłuższe terminy realizacji swoich zadań, żeby mieć awaryjny bufor w razie potrzeby i się niepotrzebnie nie stresować. Oczywiście wiem, że istnieją osoby, które po prostu zmuszają się do robienia rzeczy. Sama kiedyś taka byłam. Ale mi przeszło i naprawdę bardzo nie chciałabym wracać do tamtych czasów.

Bo gorszy dzień jest po to, żeby o siebie zadbać, nie po to, żeby boksować się ze światem. Korzysta się w wtedy z urlopu na żądanie, albo bierze zwolnienie lekarskie. Tak do cholery, zdrowie psychiczne to też kwestia medyczna i każdy szef czy lekarz pierwszego kontaktu powinien do rozumieć — jeśli nie rozumie, to go zmień. Twoje zdrowie jest najważniejsze.

***

Jeśli chcesz wiedzieć o kolejnych tekstach, albo po prostu być ze mną w kontakcie, zapraszam na Instagram i Facebook.

Zajrzyj też na naszą dobrzejestową grupę wsparcia 🙂

***

Jeśli czujesz, że twój stan lub stan bliskiej ci osoby jest poważny (np. pojawiają się myśli samobójcze, chęć skrzywdzenia siebie lub innych) SIĘGNIJ PO POMOC. Zgłoś się do najbliższego szpitala psychiatrycznego (nie jest potrzebne skierowanie, ani ubezpieczenie zdrowotne, w sytuacjach nagłych lekarz musi Cię przyjąć tego samego dnia).

Tutaj znajdziesz też listę placówek w całej Polsce, które udzielają wsparcia osobom w kryzysie psychologicznym: https://liniawsparcia.pl/placowki/

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123 (codziennie 14.00–22.00)

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (codziennie 14.00–22.00)

2 komentarze

  1. Babcia Gawędziarka

    26 lipca 2018 at 22:25

    Też jestem kubkową fetyszystką!!! <3 A w momentach, kiedy mam wzmożone ataki lęków albo silne stany depresyjne po kawie czuję się tak fatalnie, że nie jestem w stanie zapanować nad swoim organizmem. Więc pod tym brakiem kofeiny (mimo mega miłości do kawy!) podpisuję się w stu procentach 🙂 Pozdrawiam ciepło!

    1. Joanna

      27 lipca 2018 at 10:46

      Dokładnie! To drżenie w całym ciele bardzo skutecznie trzyma mnie od kawy na dystans (pozwalam sobie na jedną może raz na dwa tygodnie, kiedy czuję, że na pewno mi nie zaszkodzi). Znalazłam sobie zamienniki i okazuje się, że sam rytuał przygotowania i picia (w odpowiednich kubkach!) jest dla mnie najważniejszy 🙂 Ściski!

Leave a Reply