Stres, Terapia

Test na stres.

Idę o zakład, że nie wiesz, czym naprawdę jest stres i jak bardzo ciebie dotyczy.

Nadmiar stresu nie jest dla ciebie dobry. To żadna nowość. Problem w tym, że nie zawsze potrafimy rozpoznać, co jest dla nas stresujące. A skoro nie wiemy, że doświadczamy stresu, to nie próbujemy go ani uniknąć, ani radzić sobie z jego negatywnymi skutkami. Przez to choruje nasze ciało i nasza głowa.

Założę się, że stres kojarzy ci się z sytuacjami, które są nieprzyjemne, kryzysowe albo traumatyczne. Ale muszę cię wyprowadzić z błędu. Stres to nie tylko to, cię martwi. To też rzeczy, które cię cieszą, bolą i takie, na które jesteś uczulona.

Mówiąc najprościej, nasz organizm reaguje stresem na sytuacje, które są dla niego nowe. I nie ważne, czy chodzi o złamanie nogi na nartach, nową, wspaniałą pracę czy wymarzony wyjazd na wyprawę w Himalaje. Każda z tych sytuacji oznacza zmianę, do której trzeba się przystosować. A koniecznośc przystosowania i związany z tym wydatek energii jest tym, co powoduje stres.

I wcale nie musi to być zmiana spektakularna. Niektórym wystarczy zmiana codziennej rutyny. Stresującym stanem jest też choroba lub inna zmiana stanu naszego ciała (nawet wysoka, czy niska temperatura, albo wilgotność powietrza!). Co ciekawe — wyimaginowane zmiany, albo te, których dopiero się spodziewamy mogą stresować tak samo, jak te prawdziwe.

Podatność.

Nie każdy stresuje się tak samo. To, co dla ciebie jest stresujące, kogoś innego może w ogóle nie obejść. Co o tym decyduje? Geny, my dear 🙂 Pod rękę ze strukturą i funkcjonowaniem mózgu oraz brakiem równowagi poziomu neuroprzekaźników.

Więc kiedy następnym razem ktoś spojrzy na ciebie z wyższością tylko dlatego, że bardziej niż on stresujesz się publicznym przemawianiem, albo skokiem ze spadochronem, nawet nie próbuj się tłumaczyć, albo czuć winna. To tak, jakbyś chciała się tłumaczyć z koloru oczu.

Jak muł.

Inną sprawą jest, że po prostu bierzesz na siebie za dużo. Od jakiegoś czasu, szczególnie w dużych miastach panuje dziwna moda na zajeżdżanie siebie. Ludzie licytują się między sobą, kto dłużej wysiedzi w robocie, kto prześpi mniej godzin w tygodniu, kto zrobi więcej, szybciej. Wszystko kosztem samego siebie. Rozumiem, że kultura korporacyjna, konsumpcja, kredyty, ale… nie mogę na to patrzeć. To na tym ma polegać życie?

Jeśli pracujesz w stresie po 16 godzin na dobę, twoją jedyną aktywnością fizyczną są częste imprezy, na których zostajesz do rana i próbujesz się “rozluźnić” za pomocą różnych środków, a na dodatek wrzucasz do żołądka śmieci, pozbawione odżywczych substancji, to nie oczekuj od swojego ciała, że będzie szczęśliwe. Pewnie, że można tak funkcjonować przez jakiś czas, ale nie ma cudów. Każdy zasób, który nie jest regenerowany w końcu się wyczerpie. Tak samo ty — jeśli nie zadbasz o siebie i swoje potrzeby, to prędzej czy później opadniesz z sił. Twój organizm nie będzie miał czasu na odbudowanie zużytych komórek, a jeśli potrwa to za długo, zmiany będą nieodwracalne (w skrócie: stres i przeładowanie zabijają twój mózg. Serio.).

Ciało w stresie.

Na tym nie koniec. Stres, który ignorujesz i którego nie redukujesz bardzo wpływa na inne obszary twojego ciała. Szczególnie dotkliwie odczuwają go: układ pokarmowy (wrzody, skurcze, biegunka, zapalenie okrężnicy, zespół jelita drażliwego), układ endokrynologiczny (problemy z tarczycą), układ sercowo-naczyniowy (wysokie ciśnienie krwi, zawały i zaburzenia rytmu serca, udar mózgu), skóra (wysypki, łysienie plackowate), a przede wszystkim system immunologiczny (zmniejszona odporność na infekcje i nowotwory).

Twoje mięśnie się spinają, uciskają narządy wewnętrzne, ciało się wykrzywia, oddech spłyca, mniej tlenu dociera do komórek ciała, powięź zamienia się w pancerz, który pokrywa cię od czubka głowy aż po palce u stóp. Zapadasz się tak, z każdym dniem coraz bardziej. Nic fajnego.

Ale o fizycznych efektach stresu trochę się już (na szczęście) mówi. Rzadziej wspomina się o tym, co stres robi z naszą psychiką.

Zestresowana głowa

Każdego dnia twój mózg przetwarza miliardy informacji. Wyobraź sobie, że kursują w nim dwa rodzaje kurierów. Jedni są “dobrymi posłańcami”, przekazują informacje o tym, że jesteś szczęśliwa. Drudzy to “smutni posłańcy”, przenoszą informacje, które cię zasmucają i powodują, że czujesz się źle. Jeżeli pomiędzy nimi zachowana jest równowaga (a najlepiej – tych miłych jest nieco więcej niż tych smutnych) — wszystko gra. Co może taki stan zaburzyć? A no właśnie stres. Kiedy jest go za dużo, “dobrzy posłańcy” zaczynają się spóźniać i gubić paczki. Jeśli taki stan się przedłuża “dobra firma kurierska” zaczyna strajkować, a interes przejmują “smutni posłańcy”. W efekcie dostajesz same złe informacje i życie zaczyna cię przytłaczać. Stąd już tylko krok do chronicznych bólów głowy, problemów ze spaniem, a nawet ataków paniki, depresji, czy innych zaburzeń.

Po co nam to?

Skoro stres tak nam szkodzi, to po co właściwie natura wykształciła w nas taki mechanizm? Coż, natura nie jest głupia. Po prostu nie spodziewała się, że tak się od niej odwrócimy. Jeszcze nie tak dawno temu (patrząc z kosmosu) człowiek żył, powiedzmy, na sawannie. Jego największym zmartwieniem było to, żeby zdobywać pożywienie i nie dać się samemu zjeść. Każde niebezpieczeństwo było realnym zagrożeniem dla życia, a jego niezauważenie równało się śmierci. Dlatego natura wyposażyła nas we wspaniały system szybkiego reagowania, który jest uruchamiany przez stres właśnie. (Wiesz, że twoje ciało potrafi zareagować na niebezpieczeństwo zanim jeszcze zdasz sobie z niego sprawę?)

Problem w tym, że dziś nie chodzimy na bosaka po sawannie, tylko kroczymy przez miejską dżunglę. Różnica jest zasadnicza i nie chodzi tylko o brak zieleni. O ile nasi przodkowie mieli wątpliwą przyjemność natknięcia się na lwa średnio pewnie raz w tygodniu, my funkcjonujemy w środowisku, gdzie potencjalne “zagrożenia” atakują nas kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy dziennie. Każdy klakson, kiedy “za długo” czekasz na zielonym, każde ważne spotkanie, każde krzywe spojrzenie szefa, które wzmagają bicie serca są przez twój organizm traktowane, jako śmiertelne zagrożenie. Dlatego zaczyna pompować krew do mózgu i mięśni, żebyśmy mogli sprawniej uciec, albo się obronić. Ale przecież nie wybiegasz w popłochu z pracy, ani nie bijesz się z przełożonym. Siedzisz tam, godzinami, każdego dnia, nie reagując na panikę swojego ciała. Skrzętnie ukrywasz drżenie rąk — objaw, że twoje ciało chce zrzucić z siebie (z ciebie!) napięcie.

Oczywiście nie jest tak, że stres nie jest nam dziś w ogóle potrzebny. Mały stresik napędza do działania, powoduje, że zadania są bardziej ekscytujące, a my czujemy się pozytywnie nakręcone (niektórzy nazywają to nawet “dobrym stresem”, ale dla mnie kwestia tkwi w jego ilości, nie jakości). Sztuka polega na odróżnieniu motywującego poziomu stresu od tego, który zaczyna paraliżować naszych “dobrych posłańców”. Dla każdego ten poziom będzie inny, zależny od wrodzonych predyspozycji i zasobów, którymi dysponuje (patrz akapit “podatność”).

Test.

Przeżywane sytuacje stresowe są trochę jak kamienie, które zbieramy do plecaka. jeden nie stanowi specjalnego ciężaru, ale kilkadziesiąt może być już uciążliwe.

Żeby dać pojęcie na temat tego, kiedy poziom przeżywanego stresu niebezpiecznie zbliża się do przeciętnej granicy wytrzymałości, naukowcy opracowali prostą tabelę, w której poszczególnym wydarzeniom życiowym przyporządkowali punkty (tutaj widzisz uproszczoną Skalę Stresu Holmesa i Rahe’a).

Sprawdź, które z tych zdarzeń dotyczyły ciebie w ostatnich 12 miesiącach i zsumuj liczby:

         

 

Jeśli łączny poziom twojego stresu wg tej tabeli wyniósł w ostatnim roku 250 punktów lub więcej, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że plecak, który w tej chwili dźwigasz jest zbyt ciężki. I to przy założeniu, że masz dobrą tolerancję na stres. Jeśli jesteś w grupie osób bardziej wrażliwych, to już wynik przekraczający 150 punktów powinien dać ci do myślenia.

Potraktuj te liczby tylko jako ogólną informację. Powyższa skala powstała w latach 60. XX wieku. Oczywiście od tamtej pory przeprowadzono wiele badań nad stresem i jego wpływem na organizm i psychikę człowieka. Wykazały między innymi, że wbrew temu, co może się wydawać, dużo bardziej obciążające dla organizmu są nie pojedyncze “duże” wydarzenia życiowe, ale codziennie powtarzające się, irytujące “mniejsze” stresy (zgubiony portfel, rysa na samochodzie, rozładowany telefon właśnie wtedy, kiedy koniecznie musisz zadzwonić). Największy wpływ będą na nas miały te wydarzenia, nad którymi nie mamy kontroli, wobec których czujemy się bezradne. Bardzo ważny jest też temperament, który decyduje o tym, jak postrzegamy to, co nas spotyka (np. osoby o nastawieniu pesymistycznym są bardziej podatne na stres i mają większą skłonność do zachorowań).

Co teraz? Tylko bez paniki.

Kiedy pierwszy raz zrobiłam sobie test na stres mój wynik wyniósł powyżej 450 punktów, co dawało mi 80% szans na to, że w ciagu dwóch lat poważnie zachoruję. Niedługo później, po serii problemów somatycznych zdiagnozowano u mnie depresję i zaburzenia lękowe. Dziś udaje mi się utrzymywać stres na poziomie poniżej 150. Jestem żywym przykładem na to, że się da. I że ty też możesz.

Bez względu na to, ile punktów uzyskałaś nie dołuj się. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć o siebie dbać. W kolejnych tekstach pokażę ci, co możesz dla siebie zrobić, żeby nie dać się stresowi.

***

Pisząc ten tekst korzystałam z:

Holmes, T.H, Rahe, R.H, (1967). The Social Readjustment Rating Scale

Seligman, M.E.P, Walker, E.F, Rosenhan, D.L. (2017). Psychopatologia. Wyd: Zysk i Spółka.

***

Tekst nie ma charakteru naukowego, treści w nim zawarte są przygotowywane na podstawie książek i podręczników psychologicznych, publikacji naukowych, wiedzy przekazywanej podczas wykładów uniwersyteckich i własnych doświadczeń, ale nie są przeze mnie weryfikowane empirycznie. Jeśli myślisz lub czujesz, że możesz mieć problem, koniecznie zwróć się o pomoc do specjalisty: psychologa, psychiatry lub psychoterapeuty (z certyfikatem!). Jeśli nie wiesz, do kogo pójść, zajrzyj tutaj.

***

Jeśli chcesz wiedzieć o kolejnych tekstach, albo po prostu być ze mną w kontakcie, zapraszam na Instagram i Facebook.

Zajrzyj też na naszą dobrzejestową grupę wsparcia 🙂

***

Jeśli czujesz, że twój stan lub stan bliskiej ci osoby jest poważny (np. pojawiają się myśli samobójcze, chęć skrzywdzenia siebie lub innych) SIĘGNIJ PO POMOC. Zgłoś się do najbliższego szpitala psychiatrycznego (nie jest potrzebne skierowanie, ani ubezpieczenie zdrowotne, w sytuacjach nagłych lekarz musi Cię przyjąć tego samego dnia).

Tutaj znajdziesz też listę placówek w całej Polsce, które udzielają wsparcia osobom w kryzysie psychologicznym:https://liniawsparcia.pl/placowki/

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123 (codziennie 14.00–22.00)

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (codziennie 14.00–22.00)

 

Leave a Reply