Depresja

To tylko depresja.

Kiedy słyszysz diagnozę, twoja pierwsza myśl brzmi zazwyczaj “no to jestem wariatką”. Otóż nie, nie jesteś.

O depresji mówi się coraz częściej. Za sprawą kolejnych kampanii społecznych coraz więcej znanych osób “przyznaje się” do tej choroby. Tabu zaczyna pękać. No i dobrze. Dobrze byłoby też, gdyby ludzie (zarówno ci zdrowi, jak i chorzy) uświadomili sobie, że depresja jest jak każda inna choroba. Jedni miewają zapalenie płuc, inni miewają depresję. Po prostu.

Lochy i wędrująca macica, czyli trochę (ciekawej) historii

Chorzy na depresję (i inne zaburzenia) zawsze mieli pod górkę. W prehistorycznych jaskiniach trepanowano im czaszki, żeby zlikwidować nawracające bóle głowy. W czasach przednowożytnych uważano, że opętały ich złe duchy. W XV wieku osoby nie spełniające przyjętych norm społecznych uznawano za czarownice, a jedynym sposobem ich “leczenia” było spalenie na stosie.

Moją ulubioną teorią jest ta ukuta przez starożytnych Greków. Zauważyli oni tajemniczą chorobę, dręczącą głownie dziewice i wdowy, której objawami były napady padaczkowe, bóle i zawroty głowy, porażenie lub ślepota, utykanie, zobojętnienie i melancholia. Uznali, że przyczyną jest… wait for it… wędrująca macica! która jako żywe stworzenie odbywa swoją wędrówkę po ciele w poszukiwaniu wody i pożywienia, przy okazji przyczepiając się w różnych miejscach i powodując zamęt. Chorobę tę nazwali histerią (od greckiego słowa hysteria, oznaczającego macicę właśnie). Dopiero w II wieku n.e. pogląd ten podważyli lekarze, którzy doszli do wniosku, że macica jednak nie jest żywą istotą. Uznali też, że histeria ma podłoże seksualne i wynika z dłuższej abstynencji, a chorować mogą na nią zarówno kobiety, jak i mężczyźni. teoria ta cieszyła się popularnością jeszcze kilkanaście lat temu!

Aż do końca XVIII wieku dobrze miała się też teoria animalistyczna, zgodnie z którą osobom z zaburzeniami psychicznymi (czyli “obłąkanym”) bliżej było do zwierząt niż do ludzi (chyba nie muszę wspominać, że zwierzęta traktowało się w tamtych czasach jeszcze gorzej niż dziś?), w związku z czym mieli być niewrażliwi na ból, czy temperaturę i w każdej chwili, bez wyraźnego powodu, mogli stać się agresywni. Uważano, że jedyną drogą do przywrócenia rzekomo utraconego przez nich rozumu jest wzbudzenie w nich nieustannego strachu i przerażenia. Chorych psychicznie izolowano, przetrzymywano w piwnicznych lochach, przykuwano łańcuchami do ścian, albo wtłaczano w maszyny uniemożliwiające jakikolwiek ruch, bito, poniżano, maltretowano, głodzono. “Pacjentom” golono głowy, upuszczano krew, podawano środki wymiotne i przeczyszczające.

Jeden z wizytatorów tak opisał osiemnastowieczny oddział dla obłąkanych w Hopital General w Paryżu:

Gdy wzbierały wody Sekwany, dziury te, położone na poziomie ścieków, stawały się nie tylko niezdrowe, ale dawały schronienie stadom wielkich szczurów, które nocą rzucały się na zamknięte tam nieszczęśnice, gryząc je wszędzie, gdzie tylko mogły dotrzeć; nieraz ich ręce, nogi i twarze były pokąsane nad wyraz groźnie, niejedna z tego umarła. (cyt. za Foucault, 1987)

Obrywało się każdemu, bez względu na status społeczny, czy materialny. jednym z pacjentów, któremu zaserwowano podobną terapię był król angielski, Jerzy III.

Na szczęście, pod koniec XVIII wieku, dzięki licznym protestom, ale też na skutek pojawiających się nowych teorii (chociażby wyśmiewanemu dziś magnetyzmowi zwierzęcemu Mesmera, a później dzięki psychoanalizie Freuda, też niezbyt lubianego dziś w kręgach naukowych) zaczęto stosować bardziej humanitarne metody terapii.

Wyobrażenia vs. rzeczywistość

Kiedy przeanalizuje się historię podejść do zaburzeń psychicznych i pomysłów na ich leczenie, właściwie trudno się dziwić, że do tej pory u wielu osób pokutuje przekonanie o negatywnej wyjątkowości, dziwności, czy niezrozumiałym, a nawet niepokojącym podłożu tych chorób.

Tymczasem statystyki nie pozostawiają wątpliwości. Jak wynika z raportu głównego lekarza USA opublikowanego w 1999 roku:

  • 20% Amerykanów każdego roku cierpi na przynajmniej jeden rodzaj zaburzeń psychicznych;
  • 6% (ponad 15 milionów osób w samych tylko Stanach!) ma zaburzenia związane z uzależnieniem;
  • nawet 9% dzieci i młodzieży i aż 20% osób po 50. roku życia cierpi na zaburzenia psychiczne;
  • koszty leczenia tych zaburzeń wyniosły już w 1996 roku 100 miliardów dolarów, a koszty pośrednie związane ze spadkiem wydajności w pracy i szkole wyniosły kolejne 80 miliardów;
  • pod kątem ilości lat straconych z powodu niesprawności i przedwczesnej śmierci zaburzenia psychiczne plasują się na niechlubnym, drugim miejscu zaraz po chorobach serca, a przed nowotworami!

Dobra wiadomość jest taka, że dzięki ciągłemu rozwojowi psychologii, prowadzonym eksperymentom naukowym i badaniom podłużnym (czyli takim, w których przez wiele lat badane są te same osoby) wiemy coraz więcej i leczymy coraz skuteczniej.

Królowa depresja

Spośród kilkunastu wyróżnianych dziś typów zaburzeń psychicznych depresja jest najpowszechniejsza. Jak twierdzą badacze, prawie każdy cierpiał na depresję, przynajmniej w jej łagodnej formie. Jeden na sześciu nastolatków ma napady depresji jeszcze przed ukończeniem szkoły średniej. Jak pokazują ankiety, w każdej chwili u 25–30% studentów występują stany depresyjne.

Faktem jest, że depresja częściej (dwa razy częściej) dotyczy kobiet niż mężczyzn (stąd częsta forma żeńska w moich tekstach), ale to zaburzenie nie wyklucza. Jeśli jesteś we wczesnym okresie dorosłości i żyjesz w rozwiniętym kraju, to szansa, że przynajmniej raz w życiu doświadczysz epizodu depresyjnego wynosi jeden do siedmiu. I rośnie.

Depresja nie jest jednolita. Należy do katalogu tzw. zaburzeń nastroju. Może być jednobiegunowa (depresja duża) i powodować “tylko” objawy depresyjne, takie jak poczucie smutku, beznadziei, bierność, zaburzenia snu i odżywiania, albo dwubiegunowa, kiedy obok depresji (a właściwie pomiędzy jej epizodami) pojawia się też mania, czyli rozdrażnienie, gadatliwość, wzrost poczucia własnej wartości, gonitwa myśli.

Może występować w około dwutygodniowych epizodach (jak depresja napadowa) albo trwać nieprzerwanie nawet dwa lata (jak depresja chroniczna). Może też łączyć obydwie formy, kiedy przyz dłuższy czas jest źle, ale czasami bywa jeszcze gorzej (depresja podwójna).

To nie kwestia traumy

Przyjęło się myśleć, że na depresję chorują osoby, które spotkało w życiu coś złego, które przeżyły jakąś traumę. Faktycznie, wśród czynników, które mogą zwiększać ryzyko zachorowania, badacze wymieniają utratę bliskiej osoby, chorobę fizyczną i gwałt, ALE ich rola okazuje się zaskakująco mała: tylko 10% osób, które doświadczyły straty choruje na depresję!

Powody, dla których jedni chorują na depresję, a inni nie są dużo bardziej skomplikowane niż ci się wydaje i nie mają NIC wspólnego z twoją siłą woli, wartością, czy byciem dobrym, albo złym człowiekiem.

To nie twoja “wina”

To, co sprawia, że możesz być bardzije podatna na depresję, to unikatowy akiet genów, przekazany ci przez rodziców, neuroprzekaźniki i hormony, które produkuje twój organizm, budowa twojego mózgu, wrodzone predyspozycje czy doświadczenia z wczesnego dzieciństwa. Ale o tym później.

 


uwaga do tytułu: ten artykuł nie ma na celu propagowania ignorowania problemu depresji. ma na celu zapobieganie stygmatyzowaniu osób chorych na depresję przez otoczenie i przez nie same, poprzez ukazanie powszechności problemu i wskazanie konkretnych przyczyn rozwoju tego zaburzenia oraz stereotypów z nim związanych.

pisząc ten tekst korzystałam z:

Seligman, M.E.P, Walker, E.F, Rosenhan, D.L. (2017). Psychopatologia. Wyd: Zysk i Spółka.

Cierpiałkowska, L. (2012). Psychopatologia. Wyd: Scholar.

Trzebińska, E. (2008). Psychologia pozytywna. Wyd: Akademickie i Profesjonalne.

oraz z notatek z wykładów ze studiów psychologicznych


tekst nie ma charakteru naukowego, treści w nim zawarte są przygotowywane na podstawie podręczników psychologicznych, publikacji naukowych i wiedzy przekazywanej podczas wyładów uniwersyteckich, ale nie są przeze mnie weryfikowane empirycznie. jeśli myślisz lub czujesz, że możesz mieć problem, koniecznie zwróć się o pomoc do specjalisty: psychologa, psychiatry lub psychoterapeuty (z certyfikatem!).

jeśli czujesz, że twój stan lub stan bliskiej ci osoby jest poważny (np. pojawiaja się uporczywe myśli samobójcze) zgłoś się do najbliższego szpitala psychiatrycznego (nie jest potrzebne skierowanie, ani ubezpieczenie zdrowotne, w sytuacjach nagłych lekarz musi cię przyjąć tego samego dnia).

bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123 (codziennie 14.00–22.00)

bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (codziennie 14.00–22.00)

Leave a Reply