Felieton, O matko, depresja

To będzie najgorszy rok w Twoim życiu

Czy powiedzenie do osoby, która spodziewa się dziecka “To będzie najgorszy rok w Twoim życiu” to jeszcze troskliwe ostrzeżenie, czy już złorzeczenie?

Serio. O co chodzi z tym straszeniem ludzi spodziewających się dzieci, przez osoby już wychowujące dzieci i całą resztę świata? Jako osoba lękowa i z tendencją do epizodów depresyjnych codziennie wykonuję naprawdę ciężką robotę, żeby się kompletnie emocjonalnie nie rozsypać przy każdym nowym, trudnym dla mnie symptomie. Cały czas drżę o bezproblemowy przebieg ciąży i porodu, o los swojego przyszłego dziecka, swojego związku i własny. Jakby tego było mało, na dokładkę z każdego kąta i przy każdej okazji słyszę: “O kochana, ciąża to pestka, poród to jest masakra!”. “Po porodzie to się dopiero zacznie!”. “Nie będziecie spać przez najbliższe dwa lata, a Wasze pożycie przestanie istnieć. Na zawsze!”. „Nie narzekaj tylko się ciesz, jak już się urodzi będziesz chciała, żeby wrócił z powrotem do brzucha!”. (Tak, naprawdę usłyszałam wszystkie powyższe teksty, będąc w ciąży.)

Mam bardzo dużo zrozumienia dla osób, które borykają się z trudnościami w ramach swojego rodzicielstwa. Mało tego, jestem przekonana, że sama będę musiała zmierzyć się z mnóstwem sytuacji, które prawdopodobnie mnie przerosną. Jako przyszła psycholożka rozumiem i wspieram też realizację potrzeby mówienia głośno o swoich emocjach, również tych trudnych, i szukania wsparcia. Ale szukania mądrego, takiego, które nie będzie narażać innych na zupełnie niepotrzebny stres.

Można pójść do psychologa, psychoterapeuty, interwenta kryzysowego albo znaleźć grupę wsparcia z udziałem innych rodziców. Można porozmawiać z kimś zaufanym, kto akurat sam nie przygotowuje się do roli rodzica. Jednak z jakiegoś powodu niektórym wydaje się, że najlepszym słuchaczem dla tego typu opowieści jest właśnie osoba, która, najczęściej pełna niepewności i obaw, czeka na narodziny swojego pierwszego dziecka. Jakby pęczniejący w zastraszającym tempie brzuch stworzony był po to, żeby pomieścić wszystkie złote rady i traumatyczne wspomnienia, którymi ludzie postanawiają Cię obdarzyć w trakcie tych 9 miesięcy.

Nie jestem z tych, które cicho wysłuchują wszystkiego, co się do nich mówi. Ale kiedy oburzona słysząc „To będzie najgorszy rok Waszego życia” uprzejmie proszę o niestraszenie mnie, w odpowiedzi dostaję: „Ja bym chciał, żeby mnie ktoś ostrzegł”. Acha, czyli takie wypowiedzi to jest jednak objaw życzliwej troski, a nie upuszczania własnej frustracji, którą można by się zaopiekować w inny sposób?

Ok, przyjmijmy zatem, że moi rozmówcy mieli po prostu dobre intencje. Że za każdym razem jedynym celem wpędzenia mnie w panikę było lojalne ostrzeżenie mnie, wynikające z głębokiego przekonania, że muszę się przygotować na ten horror, w który za chwilę niechybnie zmieni się moje życie.

Mam taką propozycję: następnym razem, zanim wypuścisz z ust kolejną złotą myśl, proponuję dobrze ją przemyśleć. Czy naprawdę jesteś w stanie wziąć pełną odpowiedzialność za taką wypowiedź? Czy naprawdę dysponujesz niezbitymi dowodami na to, że osoba z którą rozmawiasz rzeczywiście podzieli Twój los? Może jednak uczciwiej byłoby używać formy: „W moim przypadku to było tak, że…”, najlepiej poprzedzonej pytaniem: „Czy chciałabyś usłyszeć, jakie jest moje zdanie na ten temat?”?

Bo co, drogi rozmówco, jeśli okaże się, że jednak nie wszyscy mają tak samo? Że każda ciąża, poród, dziecko, rodzic i ich historia są różne, niepowtarzalne? Będziesz w stanie przyznać się do błędu i z równym zaangażowaniem wycofać swoje słowa? I czy naprawdę myślisz, że da się wtedy unieważnić lęk, czasami trwający miesiącami, który niepotrzebnie spowodowałeś?

Oczywiście masz prawo stwierdzić: “Przecież równie dobrze może się okazać, że miałem/am rację!” Tak. Może być i tak. Czy w takiej sytuacji uznasz, że Twoja wypowiedź, rzucona w twarz komuś spodziewającemu się dziecka, to faktyczne i wystarczające wsparcie w tak trudnym czasie?

Bo jeśli w ramach swojej “troski” jesteś w stanie mnie tylko przestraszyć, nie oferując żadnego realnego wsparcia, lepiej, żebyś nie mówił nic.

***

Jeśli chcesz wiedzieć o kolejnych tekstach, albo po prostu być ze mną w kontakcie, zapraszam na mój Instagram i Facebook

oraz na profile poświęcone tematyce zdrowia psychicznego w ciąży i po porodzie „O matko, depresja” na Facebooku i Instagramie.

Zajrzyj też na naszą dobrzejestową grupę wsparcia 🙂

***

Jeśli czujesz, że twój stan lub stan bliskiej ci osoby jest poważny (np. pojawiają się myśli samobójcze, chęć skrzywdzenia siebie lub innych) SIĘGNIJ PO POMOC. Zgłoś się do najbliższego szpitala psychiatrycznego (nie jest potrzebne skierowanie, ani ubezpieczenie zdrowotne, w sytuacjach nagłych lekarz musi Cię przyjąć tego samego dnia).

Tutaj znajdziesz też listę placówek w całej Polsce, które udzielają wsparcia osobom w kryzysie psychologicznym: https://liniawsparcia.pl/placowki/

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123 (codziennie 14.00–22.00)

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (codziennie 14.00–22.00)

3 komentarze

  1. Monika Napora

    5 października 2018 at 12:03

    Bedzie CUDOWNIE Aska! Zobaczysz… wystarczy być świadomym I pozytywnym Rodzicem, który też czerpie przyjemności z wychowywania Maluszka, a nie uważa, że „TO” dziecko to jakaś kara!

  2. Ola

    16 października 2018 at 13:04

    To takie strasznie przykre, że ludzie są tak bezmyślni i często plotą co im ślina na język przyniesie. Czasem też mam ochotę krzyknąć: uprasza się o nie bredzenie głupot, tyrad i „złotych rad”.

  3. Majka

    16 października 2018 at 20:43

    To będzie już najlepszy czas w Twoim życie. Bycie mamą jest czymś najpiękniejszym co mogło mnie spotkać. I mimo, iż pierwsze trzy miesiące akurat u nas były ciężkie, ale to była też trochę moja wina i mojej niewiedzy. Ja byłam spięta, przestraszona itp. i dziecko to czuło.

Leave a Reply